Przejdź do treści
07Strony internetowe

Wersje językowe strony internetowej: jak je zrobić, żeby Google je widział

15 października 20267 minOświęcim / Wadowice / ruch zagraniczny

Wersje językowe najczęściej robi się na dwa sposoby: wtyczką, która tłumaczy stronę w locie, albo przyciskiem odsyłającym do tłumacza w przeglądarce. Oba sposoby coś pokazują gościowi, który już jest na stronie. Żaden nie sprawia, że ktoś szukający po angielsku albo po niemiecku w ogóle na nią trafi. Ten tekst jest o tej drugiej, ważniejszej części.

Dlaczego tłumacz w przeglądarce nie wystarczy

Tłumacz Chrome albo Safari zamienia tekst dopiero w momencie, gdy ktoś stronę otworzył. Dla wyszukiwarki ta wersja nie istnieje. Turysta, który wpisuje po angielsku nazwę usługi i miasta, dostaje wyniki z tych stron, które mają angielską treść w kodzie. Twoja polska strona do tej listy nie wchodzi, bo Google nie ma czego porównać z zapytaniem.

To samo dotyczy części wtyczek tłumaczących. Jeśli wtyczka podmienia tekst skryptem już w przeglądarce, a adres strony się nie zmienia, wyszukiwarka zwykle widzi tylko wersję domyślną. Wygląda to dobrze na pokazie, a w wynikach wyszukiwania nie zmienia nic.

Każda wersja potrzebuje własnego adresu

Podstawowa zasada jest prosta: jeden adres, jeden język. Najczęściej stosuje się katalogi, na przykład firma.pl dla polskiego, firma.pl/en dla angielskiego i firma.pl/de dla niemieckiego. Dzięki temu każda wersja jest osobną stroną, którą Google może zaindeksować, ocenić i pokazać właściwej osobie.

Strona YELV działa dokładnie w tym układzie: polska wersja pod głównym adresem, angielska pod /en, niemiecka pod /de. Każda ma własny tytuł, opis i treść, a przełącznik języka prowadzi do odpowiednika, a nie na stronę główną drugiej wersji.

  • osobny adres dla każdego języka (/en, /de)
  • przetłumaczony tytuł i opis każdej podstrony
  • przełącznik języka prowadzący do odpowiednika tej samej podstrony
  • język zadeklarowany w kodzie strony (atrybut lang)

Hreflang, czyli informacja, która wersja jest dla kogo

Trzy wersje tej samej strony różnią się językiem, ale opisują to samo. Bez dodatkowej informacji Google może uznać je za powielone treści i pokazać przypadkową. Znaczniki hreflang rozwiązują ten problem: każda wersja wskazuje wszystkie pozostałe i mówi, w jakim jest języku.

Hreflang musi być wzajemny. Jeśli polska strona wskazuje angielską, angielska musi wskazywać polską. Do tego przydaje się wersja domyślna (x-default) dla osób, których języka nie obsługujesz. To drobne znaczniki w kodzie, ale właśnie przez ich brak lub błędy wersje językowe najczęściej nie działają w wyszukiwarce.

Co trzeba przetłumaczyć poza tekstem na stronie

Najczęściej tłumaczy się akapity, a zapomina o tym, co widać w wynikach wyszukiwania. Tytuł i opis podstrony to pierwsza rzecz, jaką gość czyta w Google. Jeśli zostały po polsku, angielska wersja wygląda w wynikach jak polska strona i mało kto w nią kliknie.

Drugie miejsce to formularz i komunikaty. Gość z zagranicy, który wypełni formularz i dostanie błąd po polsku, często rezygnuje. W wersjach językowych YELV komunikaty formularza są w języku odwiedzającego, a zgłoszenie i tak trafia do mnie w jednym formacie.

  • tytuły i opisy podstron (to, co widać w Google)
  • teksty alternatywne obrazków
  • komunikaty formularza i potwierdzenia wysłania
  • dane w nagłówku i stopce: godziny, dojazd, waluta

Kiedy wersje językowe mają sens

Nie każda firma ich potrzebuje. Mają sens tam, gdzie realna część klientów nie czyta po polsku: noclegi, gastronomia i usługi w miastach odwiedzanych przez turystów, jak Oświęcim czy Wadowice, a także firmy sprzedające za granicę. W Oświęcimiu, do którego przez cały rok przyjeżdżają goście z całego świata, strona wyłącznie po polsku odpada z gry, zanim ktokolwiek sprawdzi cenę.

Koszt rośnie głównie z ilością treści do przetłumaczenia, a nie z samą liczbą wersji. Dlatego dobrze zacząć od podstron, które sprzedają: oferty, cennika, rezerwacji i kontaktu. Bloga czy archiwum aktualności można dołożyć później albo wcale.

Jeśli szukasz wykonawcy

Pytania do tego tematu

Czy wystarczy wtyczka do tłumaczenia strony?

Zależy, jak działa. Jeśli tworzy osobne adresy dla każdego języka i zapisuje przetłumaczoną treść w kodzie strony, może wystarczyć. Jeśli tylko podmienia tekst w przeglądarce, gość zobaczy tłumaczenie, ale wyszukiwarka nie, więc nikt nie znajdzie tej wersji w Google.

Ile wersji językowych warto zrobić?

Tyle, ile odpowiada realnym klientom. W Małopolsce najczęściej wystarcza angielski i niemiecki. Lepiej mieć dwie dobrze zrobione wersje niż pięć przetłumaczonych automatycznie i bez opisów w wynikach wyszukiwania.

Czy tłumaczenie maszynowe jest w porządku?

Jako punkt wyjścia tak, ale tekst sprzedażowy warto przeczytać i poprawić. Szczególnie tytuły, nagłówki i cennik, bo to one decydują, czy ktoś kliknie i zostanie.

Ten temat u ciebie

Strona w kilku językach dla Twojej firmy

Opisz projekt w jednym zdaniu, a odpiszę, jaki zakres i termin mają sens.

Napisz do mnie

Czytaj dalej